Strona główna > 

Rok dla sześciolatka

Olga Szpunar, Kraków

2011-10-05

Przesuwamy obowiązek szkolny dla sześciolatków na wrzesień 2013 roku - ogłasza MEN. - Obietnica przesunięcia reformy o rok nam nie wystarcza - mówią rodzice z ruchu "Ratuj maluchy"

Fot. Agnieszka Wocal / Agencja Gazeta

Sześciolatki i siedmiolatki z Ib w Szkole Podstawowej nr 18 w Zielonej Górze
+ zobacz powiększenie

Sześciolatki nie muszą iść obowiązkowo do szkoły we wrześniu 2012 roku. Nie wszystkie samorządy przygotowały szkoły na reformę, dlatego zostanie ona przesunięta o rok - taki komunikat wydało wczoraj Ministerstwo Edukacji.

Resort wierzy, że to wystarczy, by nadrobić zaległości. Do mobilizowania gmin, które nie przygotowały podstawówek dla sześciolatków, MEN zobliguje kuratoria oświaty.

Rzecznik MEN Grzegorz Żurawski nie chciał wczoraj powiedzieć, które gminy trzeba zmobilizować. Przypomniał za to, że na przystosowanie szkół rząd przeznaczył 3 mld zł, a do wydania ma jeszcze 2 mld zł.

Gdy na początku września w "Gazecie" opracowaliśmy raport o przygotowaniu do reformy, niektóre samorządy same przyznawały: - Nie namawialiśmy rodziców, by posłali sześciolatki do szkół, bo te nie są dobrze przygotowane - mówił Adam Kozłowski, dyrektor wydziału oświaty w Gorzowie Wielkopolskim. W tym roku w ławkach zasiadło tam jedynie 13 proc. sześciolatków.

W podpoznańskim Buku rodzice do szkół zapisali kilkoro maluchów. - W przyszłym roku w klasach 1-3 lekcje będą na zmiany, może nawet do godziny 16 - ubolewał burmistrz Stanisław Filipiak.

Tam, gdzie do szkół poszło mało sześciolatków, było nad czym ubolewać. To oznaczało większy tłok w pierwszych klasach pierwszych za rok.

Rzecznik MEN mówił wczoraj, że jest przekonany, iż w 2012 roku więcej rodziców niż dotychczas pośle sześciolatki do szkoły. - Ta liczba stale rośnie. W 2009 r. do szkoły poszło zaledwie 4,5 proc. sześciolatków. Rok później 9 proc. W tym roku jest 20 proc. Za rok pewnie będzie więcej - wyliczał Żurawski.

O to, by we wrześniu 2012 wszystkie sześciolatki nie musiały obowiązkowo iść do pierwszej klasy, walczyło stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców prowadzące akcję "Ratuj maluchy". Jego założyciele Karolina i Tomasz Elbanowscy w lipcu wraz z innymi rodzicami złożyli w Sejmie obywatelski projekt ustawy zatrzymującej reformę. Podpisało się pod nim ponad 347 tys. osób z całej Polski (by projektem zajęli się posłowie, wystarczy 100 tys. podpisów).

- Mamy raport społeczny o stanie szkół. Ludzie piszą maile o podstawówkach bez szatni, bez regularnych posiłków. Od dawna alarmowaliśmy, że reforma nie jest udana. Wczorajsze oficjalne oświadczenie MEN to dla nas jasny przekaz, że rząd przyznał nam rację. Wycofuje się z niej sam jej autor! Ta kapitulacja nie cieszy, bo MEN chce obowiązkowo posłać sześciolatki do szkoły w 2013 roku. Skoro przez trzy lata nie udało się przygotować podstawówek, jak można wierzyć, że uda się to w jeden rok i to w sytuacji, gdy jest kryzys? - pyta Elbanowski.

Monika Brzozowska, autorka obywatelskiego projektu ustawy: - Co to za reforma, którą stale trzeba odraczać? Co zmieni przesunięcie obowiązku szkolnego dla sześciolatków o rok?

Rodzice prowadzący akcję "Ratuj maluchy" w sobotę przyjechali do premiera Donalda Tuska do Warszawy, by spytać go o to, jak rozumie wystąpienie minister edukacji Katarzyny Hall, która 15 września w Sejmie po raz pierwszy przyznała, że "warto rozłożyć wprowadzenie obowiązku szkolnego na dwa lata".

- Premier wiedział, że przyjeżdżamy. Jechaliśmy z Zakopanego, Gdańska, Krakowa, ale pierwszym z nas, którzy pojawili się na miejscu, mignął tylko jego niebieski autobus - opowiada Brzozowska. - Jesteśmy rozżaleni, że tak nas potraktował. Spotkał się z agresywnymi kibicami, a dla rodziców i ich dzieci nie znalazł czasu. Po tym zachowaniu widać wyraźnie, jak nas traktuje. Tylko dlatego, że są wybory, rzucił nam kiełbasę w postaci odroczenia obowiązku szkolnego sześciolatków o rok.

Dodaje, że nadal będą walczyć o powrót do starego systemu, w którym naukę rozpoczynały dzieci siedmioletnie, chyba że rodzic chciał inaczej - czyli wcześniej - Chcemy też, by przedszkola, które obecnie utrzymują gminy i których jest za mało, dofinansowywał rząd - dodaje Brzozowska.

Reformę obniżającą wiek szkolny do sześciu lat rząd przyjął w październiku 2008 r. Miała wyrównywać szanse edukacyjne dzieci. W większości krajów UE naukę podejmują dzieci sześcioletnie (m.in. we Francji, Hiszpanii i we Włoszech), zaś w niektórych państwach, np. w Wielkiej Brytanii czy Holandii, do pierwszych klas idą już pięciolatki.

Najpierw rodzice mieli wybór: przez trzy lata (od 2009 do 2011) mogli wybierać: posłać sześciolatka do pierwszej klasy czy zostawić w zerówce. W 2012 r. wszystkie sześciolatki miały zacząć naukę, w jednej ławce razem z siedmiolatkami z zerówek. Ale w połowie września minister ogłosiła pierwszą zmianę: obowiązkowo do szkoły w 2012 idą tylko sześciolatki urodzone do sierpnia. Pozostałe miały wybór - szkoła czy przedszkole.

Jak zapowiada MEN, wczorajsza propozycja, że wszystkie sześciolatki podejmą naukę w szkole od września 2013 roku, zostanie przedstawiona nowemu parlamentowi.

Udostępnij link: Facebook

Najnowsze wiadomości