Strona główna > 

Sprawa Czempińskiego - za co była ta łapówka?

Wojciech Czuchnowski, Bogdan Wróblewski

2011-12-02

Mimo że gen. Gromosław Czempiński od 1996 r. nie jest urzędnikiem państwowym, prokuratura chce, żeby odpowiadał tak jak ktoś, kto popełniając przestępstwo, sprawował funkcję publiczną.

fot. RWE Stoen

Rozdzielnica w stacji wysokiego napięcia
+ więcej zdjęć

Byłego szefa UOP zatrzymano w ubiegłym tygodniu, razem z czterema innymi osobami. Zarzut: korupcja przy prywatyzacji STOEN-u , który w 2002 r. został sprzedany niemieckiej firmie RWE.

Prokuratura Apelacyjna w Katowicach twierdzi, że zatrzymani przyjęli w związku z tą prywatyzacją łapówkę w wysokości 1,2 mln euro.

Dwa dni po przesłuchaniu i postawieniu zarzutów wszyscy wyszli na wolność za kaucjami (od 500 tys. do 3 mln zł).

Od ubiegłego piątku prokuratura nie udziela nowych informacji. Dowiedzieliśmy się jednak, jakiego rodzaju zarzuty korupcyjne ciążą na Czempińskim.

Leszek Goławski, rzecznik katowickiej apelacji, wymienia art. 228 kodeksu karnego, który mówi o karze za przyjmowanie łapówek. Tyle tylko, że przepis ten dotyczy osób pełniących funkcje publiczne, a więc w tym przypadku chodziłoby o urzędników Ministerstwa Skarbu, którzy decydowali o prywatyzacji. Wśród zatrzymanych razem z Czempińskim taka osoba jest tylko jedna - Andrzej P., były doradca ministra. Zarzuty w tej sprawie dostałby jeszcze Jan Sz. - dyrektor departamentu prywatyzacji MSP, ale nie żyje. Jak w tej grupie znalazł się Czempiński, skoro w 2002 r. był już szósty rok poza służbą i prowadził oficjalną działalność jako doradca i lobbysta? Prok. Goławski wyjaśnia, że zastosowano tu przepis kodeksu karnego mówiący o tym, że ktoś, kto działa wspólnie z urzędnikiem państwowym i razem z nim dopuszcza się przestępstwa, jest ścigany tak jak ten urzędnik.

- Takie rozszerzenie pojęcia osoby pełniącej funkcję publiczną na kogoś, kto z nią świadomie współdziała, nie jest niczym nadzwyczajnym, ale w praktyce prokuratorzy rzadko po to sięgają - komentuje prof. Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości. Ćwiąkalski przypomina, że robiono tak w czasach PRL, przy sprawach gospodarczych, gdy ścigano osoby, które wspólnie z pracownikami państwowych zakładów sprzedawały ''na lewo'' rzadkie towary.

Generał od czasu postawienia zarzutów nie wystąpił publicznie.

Tymczasem nadal nie ma odpowiedzi na pytanie, za co były szef UOP i jego wspólnicy mieli wziąć łapówkę przy prywatyzacji STOEN-u.

Bo prokuratura nie podważa samego procesu prywatyzacji, która jest uważana za sukces. Nieoficjalnie wiadomo, że przedstawiciele RWE, zeznając, powiedzieli, że zapłacono Czempińskiemu za usługi doradcze, a generał miał podpisaną umowę na takie usługi i wystawiał faktury.

Prokuratura twierdzi, że zapłatą podzielił się z urzędnikami resortu skarbu. I ten moment jest istotny. Goławski mówi, że zarzuty oparte są na analizie przepływów wynikających z pomocy prawnej (Szwajcaria, Cypr, Liechtenstein). To znaczy, że odkryła przelewy dotyczące rozdysponowania pieniędzy na rzecz spółek, w których udało się odnaleźć jako ich właścicieli (udziałowców) urzędników resortu skarbu. A następnie na kolejne spółki, by ukryć ich pierwotne pochodzenie. Prawdopodobnie na te przelewy są jakieś podkładki (faktury za fikcyjne - według prokuratury - usługi). Tylko w takim schemacie można mówić o korupcji funkcjonariuszy państwowych.

Nadal jednak nie wiadomo, za co mieliby oni dostać pieniądze. Jedną z interpretacji podaje biznesmen zajmujący się procesami prywatyzacji: - Bywa, że zagraniczne firmy płacą tzw. górkę, czyli pieniądze tym urzędnikom, którzy byli dla nich życzliwi. Często też po przejęciu państwowej firmy zatrudniają ich, żeby kontynuowali tam pracę. Ma to czasem związek z tym, że urzędnik dał się skorumpować, pomagając np. wygrać przetarg, przez co stracił skarb państwa, czasem jednak - i tak mogło być w przypadku STOEN-u - państwo nie traci, a urzędnicy i tak dostają ''bonus''.

Najnowsze wiadomości