TVP, naciski, szpiegowanie

Marcin Kącki, Piotr Żytnicki 2011-12-13

Wicemarszałka trzeba nakręcić pięć sekund dłużej niż innych - usłyszała dziennikarka TVP Poznań od swojego szefa, kiedyś spin doctora wicemarszałka z PO. Zarząd TVP nic z tym nie robi

Pół roku temu, w tekście "Pudrowanie Platformy", pisaliśmy, jak Sebastian Drobczyński, spin doctor pracujący dla polityków PO, nakazał dziennikarzom TVP Poznań faworyzować wicemarszałka wielkopolskiego z Platformy. Drobczyński to jeden z kierowników w poznańskim oddziale TVP.

Po tekście centrala telewizji publicznej zleciła kontrolę. Jej wnioski znane są zarządowi telewizji, ale od pól roku są tajne. Drobczyński nadal pracuje w TVP, a w ośrodku sytuacja jest napięta: trwa poszukiwanie osób, które o naciskach opowiedziały "Gazecie". Kilka tygodni temu do prokuratury zgłasza się jedna z dziennikarek. Ujawnia: jej prywatny telefon był inwigilowany. Wskazuje sprawców - to koledzy z redakcji.

Pięć sekund dłużej

Drobczyński to doradca marketingowy, który jesienią 2010 r., w trakcie samorządowej kampanii wyborczej, zostaje szefem Regionalnej Agencji Produkcji TVP w Poznaniu nadzorującej sprawy techniczne i programy publicystyczne. Za jego zatrudnieniem w TVP miał stać Leszek Wojtasiak, wicemarszałek wielkopolski z PO.

Jak pisaliśmy, Drobczyński kazał dziennikarzom robić "leszki", czyli informacje przychylne właśnie Leszkowi Wojtasiakowi.

Po naszym artykule do Poznania przyjechali kontrolerzy z biura audytu TVP. Przez kilka dni przesłuchiwali dziennikarzy. Telewizja nie chciała nam ujawnić ich zeznań, zasłaniając się korporacyjną tajemnicą. Dotarliśmy do zeznań dziennikarzy.

Oto - opisane przez nich - przykłady nacisków na przełomie 2010 i 2011 r.

- Listopad 2010 r., trwa samorządowa kampania wyborcza. Anna Ciamciak, reporterka i prezenterka "Teleskopu", programu informacyjnego TVP Poznań, dostaje polecenie nagrania relacji z wizyty VIP-ów na jednej z uczelni. Ciamciak w rozmowie ze swoim wydawcą upewnia się, że wszystkich polityków ma pokazać jednakowo. Drobczyński mówi jej: "Ale Wojtasiaka tak z pięć sekund dłużej". I dodaje: "W końcu po coś tu jestem".

Wojtasiak kandydujący wówczas do sejmiku wielkopolskiego z list PO nie zostaje jednak pokazany dłużej, a reporterka zostaje odsunięta od prowadzenia programu informacyjnego.

- Także w listopadzie Drobczyński szuka dziennikarza, który pojedzie na konferencję wicemarszałka Wojtasiaka. Zeznaje o tym dziennikarz Tomasz Wolny: „Zapytałem, dlaczego mamy to robić. Drobczyński mrugnął okiem i powiedział »bo to się nam opłaca «. Próbował przekonywać, że kampania trwa jeszcze tylko miesiąc. Odchodząc od stołu, dodałem, aby politycy pozwolili nam wreszcie być dziennikarzami, a nie k...”.

- Marzec 2011 r. Komisja rewizyjna sejmiku wielkopolskiego debatuje nad wysokimi kosztami zagranicznych podróży marszałków, w tym Leszka Wojtasiaka. TVP emituje o tym materiał. Beata Mes, szefowa "Teleskopu", zeznaje: Drobczyński zadzwonił z wyrzutami, kto wysłał kamerę i czy było to z kimś konsultowane. Sekretarz programowa połączyła się telefonicznie z Leszkiem Wojtasiakiem i w wieczornym wydaniu "Teleskopu" pojawiła się informacja, że Wojtasiak zorganizuje na temat swoich wyjazdów konferencję prasową.

- Zeznaje reporterka Karolina Słotwińska-Lisiak: "Drobczyński wpływał na dobór tematów. Niektóre audycja na pewno by nie powstały bez jego ingerencji np. otwarcie oddziału szpitala w Szamotułach przez Leszka Wojtasiaka".

- Zeznaje wydawca Barbara Kożeniewska: "Odczuwa się presję, że materiały o Wojtasiaku mają być pozytywne".

Polecenia od praktykanta

Dziennikarze i wydawcy "Teleskopu" ujawniają też w zeznaniach, że przywykli do nacisków, ale Drobczyński, kojarzony z PO, wyznaczył w tym nową jakość.

Beata Mes zeznaje: „Drobczyński chciał ustalania z nim gości »Teleskopu «, scenariuszy programu, podawania nazwisk osób, które miały się wypowiadać w materiałach. U wydawców i reporterów włączyła się autocenzura, by dogrywać do materiałów wypowiedzi Leszka Wojtasiaka”.

Dziennikarz Robert Chodyła: „Do tej pory osoby piastujące stanowisko szefa RAP w TVP nie ingerowały w pracę »Teleskopu «. Nie jest normalne, gdy szef RAP przychodzi obejrzeć materiał na montażowni”.

Wydawca Paweł Marciniak: „Dwa razy nie wykonałem zadania Drobczyńskiego i były to trudne decyzje, bo zasada »dziś jesteś w grafiku - jutro cię nie ma «, nadal w TVP Poznań obowiązuje”.

Dziennikarze i wydawcy w swoich zeznaniach oceniają też kompetencje Drobczyńskiego, uznając, że jest "dyletantem", "nie ma pojęcia o pracy w telewizji" i "nie zna się na pracy reporterów". Jeden z wydawców ujawnia przy okazji, że kilka tygodni przed objęciem kierowniczego stanowiska Drobczyński był w TVP praktykantem. Sam Drobczyński już po pierwszych naszych publikacjach zaprzeczał, by naciskał na dziennikarzy, choć ci przyznali nam, że specjalnie przychodził do reżyserki, gdy gościem programów był wicemarszałek Wojtasiak. Prowadził też programy publicystyczne, w których gościł Wojtasiaka. Zdaniem Doroty Piontek, medioznawcy, której pokazaliśmy taki program, Drobczyński był w nim wobec Wojtasiaka pobłażliwy.

Naciski? To incydent

Protokół audytorów kończy się zaleceniem, by "podjąć działania mające na celu zapobiegnięcie występowania w przyszłości sytuacji zlecania dziennikarzom materiałów informacyjnych dotyczących określonych osób lub zdarzeń oraz prób wpływania na ich treść i wydźwięk".

Jakie działania podjęto? Lena Bretes, szefowa ośrodka TVP w Poznaniu, prosiła po kontroli, by szefów RAP we wszystkich oddziałach regionalnych pozbawić nadzoru nad informacjami. Centrala TVP się nie zgodziła. Joanna Stempień, rzeczniczka TVP, informuje nas, że sprawę Drobczyńskiego potraktowano bowiem jako naganny, ale jednak tylko incydent.

Bretes, jak się dowiadujemy, zakazała więc "ustnie" wtrącania się Drobczyńskiemu do pracy dziennikarzy. Ten nadal jest kierownikiem RAP w TVP Poznań. W lutym przyszłego roku kończy się kontrakt obecnej szefowej ośrodka Leny Bretes. Nieoficjalnie wiemy, że szykowany jest jej następca, a wśród nazwisk wymienia się Drobczyńskiego.

Polowanie na przeciek

W poznańskim oddziale TVP - opowiada jeden z dziennikarzy - zaczęły krążyć plotki, że poszukuje się źródeł przecieku do "Gazety".

W lipcu, dwa miesiące po pierwszej publikacji o Drobczyńskim, jedna z dziennikarek TVP Poznań (prosi, by nie podawać jej nazwiska) zostawia w redakcji prywatny telefon komórkowy. Miesiąc temu wraca z materiału dziennikarskiego z operatorem kamery Arturem Kubiakiem. Operator chwali się zdjęciami z jednej z imprez, które ma w swoim telefonie. Dziennikarka ogląda fotografie, ale zauważa też inne, na których widać wyświetlacz jej telefonu z prywatnymi SMS-ami. Dziennikarka informuje o tym szefów. Kubiak przyznaje, że zrobił zdjęcia SMS-ów koleżanki, bo - jak tłumaczył - nakłaniał go do tego inny dziennikarz poznańskiej TVP Wojciech Sikorski. Operator tłumaczy, że Sikorski chciał ustalić, kto przekazuje na zewnątrz informacje z życia firmy.

Szefowa TVP Poznań wyrzuca z pracy operatora, tłumacząc to utratą zaufania. Sikorski jest na zwolnieniu lekarskim. Nie udało nam się z nim skontaktować. Drobczyński w tym roku forował Sikorskiego na szefa "Teleskopu", programu informacyjnego TVP Poznań, ale bez skutku. Sprawą zajęła się poznańska prokuratura - bada, czy "naruszono tajemnicę korespondencji".

Podziel się: Facebook