Strona główna > 

Jak ugryźć (Senatowi) 67 milionów

Wojciech Szacki

2011-12-23

- To jest bój na śmierć i życie - mówi senator Platformy o walce MSZ z Senatem. O co? O to, kto będzie decydował o finansowym wsparciu dla Polonii. MSZ chce przejąć 67 mln zł.

Fot. Wojciech Olkuśnik / AG

Bogdan Borusewicz i Radosław Sikorski na balu w Święto Niepodległości w 2008 r.
+ zobacz powiększenie

Senat wspieraniem Polonii zajmuje się od lat. Pieniądze - w skali budżetu niewielkie, kilkadziesiąt milionów złotych rocznie - są przeznaczone m.in. na remonty polskich szkół, kościołów, w których przynajmniej jedna msza jest odprawiana po polsku, na organizacje polonijne, kolonie dla dzieci w Polsce. Wnioski o pomoc Senat rozpatruje we współpracy z MSZ.

- Przez lata sporo się zmieniło - opowiada ważny senator. - Nie ma już dofinansowania wyjazdów dla stuosobowych zespołów pieśni i tańca z Polski, pieniędzy na remont pałacu nie dostał pewien biskup ze Wschodu - zaznacza nasz rozmówca. Jego zdaniem system się sprawdza, pieniądze są wydawane sensownie, a dzięki współpracy z organizacjami pozarządowymi jest ich więcej.

Radosław Sikorski chce, by od przyszłego roku zdecydowaną większością tych pieniędzy zarządzało jego MSZ. I taka poprawka znajdzie się prawdopodobnie w projekcie przyszłorocznego budżetu: 67 mln zł ma być w gestii MSZ, a 10 mln - Senatu. Będzie o tym decydować komisja finansów, a później cały Sejm.

Według MSZ obecny system jest sprzeczny z konstytucyjną zasadą trójpodziału władz, bo Senat, rozdzielając pieniądze na konkretne projekty, wkracza na działkę władzy wykonawczej.

- Trzeba wpisać politykę polonijną w politykę zagraniczną. Polska dyplomacja, a zwłaszcza służba konsularna, w coraz większym zakresie musi zajmować się Polakami za granicą, a MSZ ma najlepsze rozeznanie w potrzebach Polonii - tłumaczy wiceszef sejmowej komisji spraw zagranicznych Robert Tyszkiewicz z PO. I ma nadzieję, że senatorowie reformę poprą. Poprawka zabierająca izbie wyższej ważne uprawnienia w Senacie może jednak przepaść. Jej zdecydowanym przeciwnikiem jest popierany przez Platformę marszałek Bogdan Borusewicz.

- Odebranie Senatowi tych pieniędzy to gwóźdź do trumny tej izby. Przecież to jedyna istotna kompetencja Senatu. Co mu zostanie? Inicjatywa ustawodawcza? Ważnych inicjatyw w całej zeszłej kadencji było może kilkanaście. Borusewicz zrobi wszystko, żeby utrącić reformę, i daję mu 50 proc. szans - mówi ''Gazecie'' senator PO, też przeciwnik poprawki.

- Sikorski ma trochę racji, trzeba reformować politykę polonijną. Nie może być tak, że delegacja z Polski przyjeżdża do polonijnej szkoły i mówi: ''Wspaniale kultywujecie tu nasze piękne tradycje, przywieźliśmy wam dwa komplety strojów kaszubskich, szczęść Boże''. Ale i Borusewicz ma rację. Reżim białoruski - a nawet władze Litwy - inaczej patrzą na pomoc dla Polaków przyznawaną przez Senat i rozdawaną np. przez harcerzy, niż na bezpośrednie działania rządowe - wyjaśnia senator.

Linią obrony Senatu mogłoby być specjalne posiedzenie izby przed debatą budżetową poświęcone wspieraniu Polonii; zaproszeni mieliby być m.in. prezydent Bronisław Komorowski, premier Donald Tusk, szefowie MSZ i MEN oraz przedstawiciele największych organizacji polonijnych. Gdyby Senat odrzucił reformę, jeszcze raz głosowałby nad nią Sejm.

Ale jest też senator, który z Sikorskim się zgadza. To były premier i były szef dyplomacji Włodzimierz Cimoszewicz. - Dziesięć lat temu sam proponowałem przekazanie tych pieniędzy do dyspozycji MSZ. Było to uzgodnione w rządzie. W parlamencie Senat doprowadził do utrzymania wcześniejszego systemu. Było to skutkiem prestiżowego potraktowania tej kwestii - mówi ''Gazecie'' Cimoszewicz. Tłumaczy: - Tylko MSZ dysponuje wystarczającymi instrumentami realizowania rządowych koncepcji współpracy z Polakami za granicą. Senat powinien zachować szczególną pozycję w relacjach kraju z diasporą. Może się to wyrażać uznaniem jego uprawnień kontrolnych wobec MSZ w tym zakresie, ale nie powinien zastępować władzy wykonawczej.

Udostępnij link: Facebook

Najnowsze wiadomości