Hobby masarza z Wisły Wielkiej: szczuje psy na dziki
2012-01-27
Bestialstwo pod Pszczyną. Masarz trenuje psy gończe na dzikich zwierzętach przetrzymywanych w klatkach. Żeby ominąć prawo, zamierza zastąpić dzika świnią. Ekolodzy są zszokowani. Grożą masarzowi prokuratorem.
Na stronie ogarkowo.pl znaleźliśmy zdjęcia z dziczej zagrody i zrobiliśmy printscreena
+ więcej zdjęć
Sprawa wyszła na jaw przez zamieszczony w internecie film. Widać na nim dziczą zagrodę w trakcie treningu psów. Nie nagrał go z ukrycia żaden aktywista ekologiczny, ale pewna internautka o nicku "Gryfna z Katowic". 6 stycznia zamieściła film na stronie ogarkowo.pl. Nie zrobiła tego w obronie zwierząt. Chwali się przed internautami postępami w nauce polowania swoich ogarów Gniewa i Czuprynki. "To drugie podejście Gniewa do tematu dziczego" - pisze na forum. "Od jutra zaczynam przyzwyczaić chłopaków do rogu" - dodaje.
Na filmie są trzy psy. Jak wyjaśnia w notce właścicielka ogarów, towarzyszy im "piękna Fanta (gończy Hamiltona)". Psy biegają w kółko po ogrodzonym ośnieżonym polu za dzikiem i ujadają, niemal dotykając go pyskiem z tyłu i z boków. Dzik pędzi przed siebie w popłochu. Widać tylko zwierzęta, drewnianą budę, płot oraz las i zabudowania w oddali. Pewien myśliwy po obejrzeniu filmu rozpoznał miejsce. Sprawdziliśmy - to gospodarstwo z Wisły Wielkiej pod Pszczyną.
Na budynku w gęstej wiejskiej zabudowie wisi szyld "Masarnia" z nazwiskiem właściciela. Za domem ciągnie się podwórze otoczone tujami, zza których można dojrzeć puste, druciane, brudne klatki. Na końcu pole - identyczne jak w filmie.
Masarz niechętnie rozmawia, ale wpuszcza nas do domu i przyznaje się, z zastrzeżeniem anonimowości, że trenuje dzikarzy, czyli psy myśliwskie do polowań na dziki. Nazywa to swoim hobby. - Niewiele jest takich miejsc, na Śląsku tylko u mnie. Ekologom i dziennikarzom się to nie podoba, dlatego nie ma chętnych na treningi - mówi.
Właściciele psów wybierają sztuczne metody - zwierzę zastępuje melax przebrany w dziczą skórę. Ale, jak mówi masarz, "to nie to samo co natura".
Dzicze zagrody działają oficjalnie, reklamują się w internecie. Są legalne, ale trzeba mieć zgodę ministra środowiska na przetrzymywanie dzikiej zwierzyny. Jeśli celem jest edukacja, jak w przypadku masarza z Wisły, dzik musi mieć przynajmniej hektar powierzchni wyglądem zbliżonej do natury. - Zagroda najczęściej ma 3-4 ha, największa we Wrocławiu liczy 7 ha - mówi Andrzej Bradec z Polskiego Związku Łowieckiego.
Krótko mówiąc, zgodnie z prawem jest to wydzielony kawał lasu, w którym dzik porusza się swobodnie. - Absolutnie nie można go zamykać w klatce - dodaje Bradec.
Na polu w Wiśle dzika nie widać ("Mam go, ale wolałbym nie pokazywać"), a samo pole uchybia wszystkim warunkom zagrody. Na kwadracie o boku 90 kroków nie ma ani jednego drzewa, nawet krzaczka. Film z ogarkowo.pl godzi również w zasadę przeprowadzenia treningu. - Do zagrody może być wpuszczony naraz jeden pies. Inaczej byłoby to niehumanitarne - mówi Bradec.
Masarz z Wisły doskonale zna przepisy - jest członkiem PZŁ w Katowicach oraz Związku Kynologicznego. - Nie potrzebuję zgody ministra, bo mój dzik to krzyżówka ze świnią - mówi. Dzikoświnia wygląda jak dzik, ale właściciel nie boi się ewentualnej kontroli. By udowodnić mu nieprawdę, trzeba przeprowadzić test DNA zwierzęcia.
- Kiedyś hodowałem lisy, na które w ogóle nie trzeba mieć zgody. W przyszłości dzika zastąpię świnią albo świnkami wietnamskimi. Mają zapach jak dzik, na trening się nadają, a przynajmniej nikt już nie będzie się czepiał.
I tu nasz bohater się myli. Do boju z masarzem szykują się już organizacje ekologiczne. - To złośliwe dręczenie zwierząt - mówi Dominik Nawa z przystani Ocalenie pod Pszczyną. - Bestialstwo, gorsze od walk zwierząt. Byk przynajmniej ma równe szanse z człowiekiem i po jednej walce ginie - mówi Jacek Bożek z Klubu Gaja pod Bielskiem.
Ekologowie są zszokowani. Nie słyszeli wcześniej, że zwierzęta można szczuć na siebie w świetle prawa. Ale na masarza, który działa poza prawem normującym dziczą zagrodę, mają jednak haka. Bożek: - Ten człowiek wprost przyznaje, że będzie łamał Ustawę o ochronie zwierząt, której również świnia podlega. Nawet przy uboju nie wolno jej zadawać cierpienia. Z tak instrumentalnym podejściem do zwierząt jeszcze się nie spotkałem. Niesłychane barbarzyństwo. To potrwa, ale oddamy sprawę do prokuratury.
Tuż po naszej wizycie u masarza z Wisły film o treningu psów w jego zagrodzie został usunięty z internetu.
Na filmie są trzy psy. Jak wyjaśnia w notce właścicielka ogarów, towarzyszy im "piękna Fanta (gończy Hamiltona)". Psy biegają w kółko po ogrodzonym ośnieżonym polu za dzikiem i ujadają, niemal dotykając go pyskiem z tyłu i z boków. Dzik pędzi przed siebie w popłochu. Widać tylko zwierzęta, drewnianą budę, płot oraz las i zabudowania w oddali. Pewien myśliwy po obejrzeniu filmu rozpoznał miejsce. Sprawdziliśmy - to gospodarstwo z Wisły Wielkiej pod Pszczyną.
Na budynku w gęstej wiejskiej zabudowie wisi szyld "Masarnia" z nazwiskiem właściciela. Za domem ciągnie się podwórze otoczone tujami, zza których można dojrzeć puste, druciane, brudne klatki. Na końcu pole - identyczne jak w filmie.
Masarz niechętnie rozmawia, ale wpuszcza nas do domu i przyznaje się, z zastrzeżeniem anonimowości, że trenuje dzikarzy, czyli psy myśliwskie do polowań na dziki. Nazywa to swoim hobby. - Niewiele jest takich miejsc, na Śląsku tylko u mnie. Ekologom i dziennikarzom się to nie podoba, dlatego nie ma chętnych na treningi - mówi.
Właściciele psów wybierają sztuczne metody - zwierzę zastępuje melax przebrany w dziczą skórę. Ale, jak mówi masarz, "to nie to samo co natura".
Dzicze zagrody działają oficjalnie, reklamują się w internecie. Są legalne, ale trzeba mieć zgodę ministra środowiska na przetrzymywanie dzikiej zwierzyny. Jeśli celem jest edukacja, jak w przypadku masarza z Wisły, dzik musi mieć przynajmniej hektar powierzchni wyglądem zbliżonej do natury. - Zagroda najczęściej ma 3-4 ha, największa we Wrocławiu liczy 7 ha - mówi Andrzej Bradec z Polskiego Związku Łowieckiego.
Krótko mówiąc, zgodnie z prawem jest to wydzielony kawał lasu, w którym dzik porusza się swobodnie. - Absolutnie nie można go zamykać w klatce - dodaje Bradec.
Na polu w Wiśle dzika nie widać ("Mam go, ale wolałbym nie pokazywać"), a samo pole uchybia wszystkim warunkom zagrody. Na kwadracie o boku 90 kroków nie ma ani jednego drzewa, nawet krzaczka. Film z ogarkowo.pl godzi również w zasadę przeprowadzenia treningu. - Do zagrody może być wpuszczony naraz jeden pies. Inaczej byłoby to niehumanitarne - mówi Bradec.
Masarz z Wisły doskonale zna przepisy - jest członkiem PZŁ w Katowicach oraz Związku Kynologicznego. - Nie potrzebuję zgody ministra, bo mój dzik to krzyżówka ze świnią - mówi. Dzikoświnia wygląda jak dzik, ale właściciel nie boi się ewentualnej kontroli. By udowodnić mu nieprawdę, trzeba przeprowadzić test DNA zwierzęcia.
- Kiedyś hodowałem lisy, na które w ogóle nie trzeba mieć zgody. W przyszłości dzika zastąpię świnią albo świnkami wietnamskimi. Mają zapach jak dzik, na trening się nadają, a przynajmniej nikt już nie będzie się czepiał.
I tu nasz bohater się myli. Do boju z masarzem szykują się już organizacje ekologiczne. - To złośliwe dręczenie zwierząt - mówi Dominik Nawa z przystani Ocalenie pod Pszczyną. - Bestialstwo, gorsze od walk zwierząt. Byk przynajmniej ma równe szanse z człowiekiem i po jednej walce ginie - mówi Jacek Bożek z Klubu Gaja pod Bielskiem.
Ekologowie są zszokowani. Nie słyszeli wcześniej, że zwierzęta można szczuć na siebie w świetle prawa. Ale na masarza, który działa poza prawem normującym dziczą zagrodę, mają jednak haka. Bożek: - Ten człowiek wprost przyznaje, że będzie łamał Ustawę o ochronie zwierząt, której również świnia podlega. Nawet przy uboju nie wolno jej zadawać cierpienia. Z tak instrumentalnym podejściem do zwierząt jeszcze się nie spotkałem. Niesłychane barbarzyństwo. To potrwa, ale oddamy sprawę do prokuratury.
Tuż po naszej wizycie u masarza z Wisły film o treningu psów w jego zagrodzie został usunięty z internetu.
