KE: Polska gospodarka liderem UE w 2012 roku
2012-02-24
Komisja Europejska przewiduje, że w tym roku polska gospodarka będzie liderem Unii Europejskiej pod względem wzrostu gospodarczego. Nie dlatego, że nasz PKB wystrzeli do góry, ale dlatego, że większość krajów UE będzie w recesji lub stagnacji
Zmiana liczby bezrobotnych
+ więcej zdjęć
Z najnowszej prognozy Komisji Europejskiej wynika, że wzrost gospodarczy w Polsce w tym roku sięgnie 2,5 proc. Dokładnie tyle zakłada polski rząd w ustawie budżetowej na ten rok. Tę samą wartość Komisja prognozowała nam w listopadzie zeszłego roku.
Z czego tu się więc cieszyć? Przecież w 2011 r. nasza gospodarka urosła aż o 4,3 proc. Z tego, że te prognozowane 2,5 proc. jest najlepszym wynikiem spośród wszystkich 27 krajów Unii.
Dla kontrastu - jesienią Komisja przewidywała, że gospodarka strefy euro urośnie w tym roku o 0,5 proc. Teraz zweryfikowała prognozy i przewiduje, że skurczy się o 0,3 proc.
Lukrowane dane
O dobre przeczucia co do polskiej gospodarki na razie nie trudno, gdyż napływające z Głównego Urzędu Statystycznego dane nie pokazują załamania. Produkcja przemysłowa w styczniu wzrosła o 9 proc., płace o 8,1 proc. (zawyżone przez jednorazowe wypłaty w górnictwie i energetyce, ale GUS wyliczył, że gdyby nie to, to wzrost wyniósłby 6,4 proc.). A najnowsze dane o sprzedaży detalicznej pokazały wzrost o 14,3 proc.
Ekonomiści przestrzegają jednak przed hurraoptymizmem. Ten imponujący wynik to po części jeszcze skutek ubiegłorocznych zmian w podatkach - gdy w styczniu 2011 r. ograniczono możliwości odliczania VAT od aut z kratką, ich sprzedaż spadła, dziś mamy 30-proc. wzrost od tej niskiej bazy. Po części - efekt wzrostu cen (o 20 proc. wyższa nominalna sprzedaż paliw). Po części - efekt większej liczby dni handlowych. Ale cieszy też szybszy wzrost sprzedaży mebli i sprzętu RTV i AGD - dóbr trwałych, które kupujemy, gdy stać nas na więcej.
Po fali mocnej rewizji prognoz w dół jesienią ubiegłego roku dziś wielu ekonomistów trzyma kciuki za polską gospodarkę - ma być lepiej niż w prognozach. Tak mówi sam rząd, a także Narodowy Bank Polski, który spodziewa się około 3-proc. tempa wzrostu. Jest tak dobrze, że Rada Polityki Pieniężnej otwarcie mówi o możliwych podwyżkach stóp.
Ochłodą dla tych krzepiących informacji są nadal kiepskie nastroje w firmach i wśród ludzi (nastroje konsumentów w największym dołku od niemal trzech lat) oraz rosnące bezrobocie. W styczniu w rejestrach przybyło niemal 139 tys. osób, a stopa bezrobocia wyniosła 13,2 proc. (to bezrobocie rejestrowane, dane według metodologii Eurostatu pokazują bezrobocie w grudniu na poziomie, 9,9 proc.).
Zdaniem KE polska gospodarka w I kw. niesiona siłą rozpędu z 2011 r. urośnie o 3,2 proc. Potem jednak będzie równia pochyła - w III kw. wzrost PKB sięgnie tylko 1,9 proc.
Ale u innych zakalec
Pozostałe kraje UE wypadają przy Polsce blado. Oprócz Polski tylko gospodarki Litwy i Łotwy będą się w tym roku rozwijały w tempie powyżej 2 proc. - PKB Unii Europejskiej nie zmieni się w tym roku, strefa euro weszła w łagodną recesję - mówił wczoraj w Brukseli Olli Rehn, komisarz UE ds. gospodarczych i walutowych.
Wśród największych gospodarek UE powyżej średniej będą rosły Francja i Niemcy. Ale wzrost na poziomie - odpowiednio - 0,4 i 0,6 proc. trudno uznać za wysoki. Choć niemiecka gospodarka - największy partner handlowy Polski - w ostatnich dwóch latach potrafiła już zaskakiwać 3-proc. wzrostem PKB. Na pociechę mamy najwyższy od siedmiu miesięcy odczyt niezwykle ważnego wskaźnika Ifo (to badanie nastrojów wśród niemieckich przedsiębiorców), który wyniósł w lutym 109,6 pkt.
- Solidne podstawy ekonomiczne, dobre wyniki wskaźników koniunktury i porozumienie w sprawie Grecji dobrze wróżą przynajmniej stabilizacji niemieckiej gospodarki - ocenił cytowany przez Reutersa ekonomista ING Carsten Brzeski.
O stabilizacji na razie jednak nie ma mowy w południowej części kontynentu. Grecja, Włochy, Hiszpania i Portugalia pogrążone będą w recesji. KE popadła w jeszcze większy pesymizm niż jesienią.
Komisarz Olli Rehn przekonuje, że co prawda sytuacja w strefie euro nie jest jeszcze bezpieczna, ale "widać oznaki stabilizacji". Wpływa na nią m.in. uzgodnienie drugiego programu pomocowego dla Grecji, wzmocnienie (choć jak stwierdził Rehn, ciągle niewystarczające) funduszy pomocowych dla strefy euro, wzmocnienie przez Europejski Bank Centralny płynności w sektorze bankowym (w grudniu pożyczył tanio bankom komercyjnym aż 489,2 mld euro na trzy lata).
Rehn zwrócił też uwagę na działania w UE mające wzmocnić zarządzanie gospodarcze oraz na reformy strukturalne przeprowadzane w różnych krajach, m.in. we Włoszech, w Hiszpanii, Portugalii czy Irlandii. - Recesja może być krótkotrwała, a zaufanie do strefy euro może wrócić szybciej, niż się oczekuje, pod warunkiem że będziemy robić postępy w tych dziedzinach - powiedział Rehn.
Z czego tu się więc cieszyć? Przecież w 2011 r. nasza gospodarka urosła aż o 4,3 proc. Z tego, że te prognozowane 2,5 proc. jest najlepszym wynikiem spośród wszystkich 27 krajów Unii.
Dla kontrastu - jesienią Komisja przewidywała, że gospodarka strefy euro urośnie w tym roku o 0,5 proc. Teraz zweryfikowała prognozy i przewiduje, że skurczy się o 0,3 proc.
Lukrowane dane
O dobre przeczucia co do polskiej gospodarki na razie nie trudno, gdyż napływające z Głównego Urzędu Statystycznego dane nie pokazują załamania. Produkcja przemysłowa w styczniu wzrosła o 9 proc., płace o 8,1 proc. (zawyżone przez jednorazowe wypłaty w górnictwie i energetyce, ale GUS wyliczył, że gdyby nie to, to wzrost wyniósłby 6,4 proc.). A najnowsze dane o sprzedaży detalicznej pokazały wzrost o 14,3 proc.
Ekonomiści przestrzegają jednak przed hurraoptymizmem. Ten imponujący wynik to po części jeszcze skutek ubiegłorocznych zmian w podatkach - gdy w styczniu 2011 r. ograniczono możliwości odliczania VAT od aut z kratką, ich sprzedaż spadła, dziś mamy 30-proc. wzrost od tej niskiej bazy. Po części - efekt wzrostu cen (o 20 proc. wyższa nominalna sprzedaż paliw). Po części - efekt większej liczby dni handlowych. Ale cieszy też szybszy wzrost sprzedaży mebli i sprzętu RTV i AGD - dóbr trwałych, które kupujemy, gdy stać nas na więcej.
Po fali mocnej rewizji prognoz w dół jesienią ubiegłego roku dziś wielu ekonomistów trzyma kciuki za polską gospodarkę - ma być lepiej niż w prognozach. Tak mówi sam rząd, a także Narodowy Bank Polski, który spodziewa się około 3-proc. tempa wzrostu. Jest tak dobrze, że Rada Polityki Pieniężnej otwarcie mówi o możliwych podwyżkach stóp.
Ochłodą dla tych krzepiących informacji są nadal kiepskie nastroje w firmach i wśród ludzi (nastroje konsumentów w największym dołku od niemal trzech lat) oraz rosnące bezrobocie. W styczniu w rejestrach przybyło niemal 139 tys. osób, a stopa bezrobocia wyniosła 13,2 proc. (to bezrobocie rejestrowane, dane według metodologii Eurostatu pokazują bezrobocie w grudniu na poziomie, 9,9 proc.).
Zdaniem KE polska gospodarka w I kw. niesiona siłą rozpędu z 2011 r. urośnie o 3,2 proc. Potem jednak będzie równia pochyła - w III kw. wzrost PKB sięgnie tylko 1,9 proc.
Ale u innych zakalec
Pozostałe kraje UE wypadają przy Polsce blado. Oprócz Polski tylko gospodarki Litwy i Łotwy będą się w tym roku rozwijały w tempie powyżej 2 proc. - PKB Unii Europejskiej nie zmieni się w tym roku, strefa euro weszła w łagodną recesję - mówił wczoraj w Brukseli Olli Rehn, komisarz UE ds. gospodarczych i walutowych.
Wśród największych gospodarek UE powyżej średniej będą rosły Francja i Niemcy. Ale wzrost na poziomie - odpowiednio - 0,4 i 0,6 proc. trudno uznać za wysoki. Choć niemiecka gospodarka - największy partner handlowy Polski - w ostatnich dwóch latach potrafiła już zaskakiwać 3-proc. wzrostem PKB. Na pociechę mamy najwyższy od siedmiu miesięcy odczyt niezwykle ważnego wskaźnika Ifo (to badanie nastrojów wśród niemieckich przedsiębiorców), który wyniósł w lutym 109,6 pkt.
- Solidne podstawy ekonomiczne, dobre wyniki wskaźników koniunktury i porozumienie w sprawie Grecji dobrze wróżą przynajmniej stabilizacji niemieckiej gospodarki - ocenił cytowany przez Reutersa ekonomista ING Carsten Brzeski.
O stabilizacji na razie jednak nie ma mowy w południowej części kontynentu. Grecja, Włochy, Hiszpania i Portugalia pogrążone będą w recesji. KE popadła w jeszcze większy pesymizm niż jesienią.
Komisarz Olli Rehn przekonuje, że co prawda sytuacja w strefie euro nie jest jeszcze bezpieczna, ale "widać oznaki stabilizacji". Wpływa na nią m.in. uzgodnienie drugiego programu pomocowego dla Grecji, wzmocnienie (choć jak stwierdził Rehn, ciągle niewystarczające) funduszy pomocowych dla strefy euro, wzmocnienie przez Europejski Bank Centralny płynności w sektorze bankowym (w grudniu pożyczył tanio bankom komercyjnym aż 489,2 mld euro na trzy lata).
Rehn zwrócił też uwagę na działania w UE mające wzmocnić zarządzanie gospodarcze oraz na reformy strukturalne przeprowadzane w różnych krajach, m.in. we Włoszech, w Hiszpanii, Portugalii czy Irlandii. - Recesja może być krótkotrwała, a zaufanie do strefy euro może wrócić szybciej, niż się oczekuje, pod warunkiem że będziemy robić postępy w tych dziedzinach - powiedział Rehn.
Udostępnij link: Facebook
