Świat ma Annę Frank, my Dawida Rubinowicza
2010-08-28
Wzruszający dziennik żydowskiego chłopca, ofiary Holocaustu, dostaną wszyscy świętokrzyscy gimnazjaliści. - Dzięki niemu pokażemy uczniom, do czego prowadzi nietolerancja - mówi Elżbieta Biskup, dyrektorka gimnazjum w Bodzentynie
Fragment pamiętnika Dawida Rubinowicza
+ zobacz powiększenie
Dawid urodził się w 1927 r. w Kielcach, ale dzieciństwo spędził z rodzicami, młodszą siostrą i bratem w Krajnie, niewielkiej wiosce w Górach Świętokrzyskich. Ich ojciec Josek miał małą mleczarnię, matka Tauba zajmowała się dziećmi. Do wybuchu wojny chłopiec chodził do szkoły; skończył szóstą klasę. Gdy Niemcy zamknęli szkoły, uczył się sam. W zeszytach, których już nie mógł używać w szkole, prowadził lakoniczne zapiski. Pierwszy nosi datę 21 marca 1940 roku, ostatni - z 1 czerwca 1942 roku - nie został dokończony.
Fragmenty ''Pamiętnika''
10 lipca 1941: Nadszedł czas bardzo ciężki. Trudno przeżyć każdą godzinę. Zawsze mieliśmy trochę zapasów żywnościowych chociaż na miesiąc, a teraz jest trudno kupić na jeden dzień żywności. Nie ma dnia żeby ktoś nie chodził po prośbie, kto tylko przyjdzie nic nie chce jak co zjeść, co teraz jest najtrudniejsze.
28 grudnia 1941: Po południu przyszedł z Daleszyc sekretarz z Rady Starszych Żydów to mówił, że padło dziś ofiarą 5 Żydów z pod rąk Żandarma, bo ktoś ich oskarżył, że schowali futra. Żandarm kazał ich zakopać w jednym dole na własnym podwórzu, był to ojciec, 3 synów i córka. W Kielcach jest kilka ofiar dziennie, za wyjście z dzielnicy żydowskiej. W takich okropnych i złych warunkach przechodzą dnie i tygodnie pełne trwogi i grozy.
8 stycznia 1942: Po południu dowiedziałem się, że znów w Bodzętynie jest 2 ofiary z pośród Żydów. Jeden odrazu na śmierć, a drugi ranny. Tego rannego to zaaresztowali i wzięli go ze sobą na posterunek do Bielin, a tam dopiero zabiją na śmierć.
28 marca 1942: Jedno nieszczęście to jest mało, tylko musi się zejść kilka razem, i dopiero wtedy przygniotą człowieka. Niedość, że jesteśmy wygnańcy, cośmy się całkiem zniszczyli, to jeszcze oderwano dzisiaj kłódkę z obory i wykradziono prawie wszystko co było.
Wcześniej Niemcy zaczęli przesiedlać ludność żydowską ze świętokrzyskich wsi do Bodzentyna. W tym niewielkim miasteczku zamieszkało 3,7 tys. Żydów. Mieszkali w strasznych warunkach, umierali z głodu i z powodu epidemii. Rodzina Dawida musiała się tam przenieść w marcu 1942. Została zakwaterowana w domu przy ul. Kieleckiej 13, u kuzyna, krawca Jankiela Dawida Cisłowskiego.
Ojciec Dawida w maju został zabrany do obozu pracy przymusowej Hasag w Skarżysku-Kamiennej. Żydzi karczowali tam las i budowali drogi. Josek Rubinowicz był jednak chory, dlatego po kilkunastu dniach wrócił do Bodzentyna. Dawid zapisał: "1 czerwca dzień radości".
W tym dniu chłopiec opisał również, jak Niemcy zastrzelili dwie Żydówki. Tu pamiętnik się urywa. Składa się na niego pięć zeszytów w jedną linię w pomarańczowych okładkach. W sumie 117 stron.
W drugiej połowie września 1942 Żydzi z Bodzentyna zostali wypędzeni na stację w Suchedniowie, skąd w bydlęcych wagonach zawieziono ich do obozu w Treblince. Tam zostali zagazowani. Razem z nimi zginął Dawid Rubinowicz.
Przed opuszczeniem Bodzentyna Dawid zostawił pamiętniki u kolegi i sąsiada Tadeusza Wacińskiego. Kilkanaście lat przeleżały na strychu. W 1960 r. zostały wydane i przetłumaczone na wiele języków. O ich kolejne wydanie zabiegało działające w Bodzentynie Towarzystwo Dawida Rubinowicza. Dzięki wsparciu samorządu województwa świętokrzyskiego książka ukazała się w blisko 50-tysięcznym nakładzie. Prócz zapisków Dawida i opisu losów Żydów w czasie okupacji są w niej też publikowane pół wieku temu w książce "Reszta nie jest milczeniem" relacje reporterów, którzy po pierwszym wydaniu "Pamiętnika" przyjechali do Bodzentyna szukać ludzi i miejsc z Dawidem związanych. Wstęp napisała Gołda Tencer, dyrektor fundacji Shalom. - Ja się wychowałam na tej książce. Świat miał Annę Frank, a my Dawidka Rubinowicza - mówi Tencer. - To był nasz chłopak, mieszkał na wsi, mówił naszym językiem... Szkoda tylko, żeśmy o nim zapomnieli. Dawidek nie ma muzeum tak jak Anna. Marzy mi się chociaż dom poświęcony jego pamięci.
W klasztorze Księży Pallotynów w Kielcach wolontariusze pakują właśnie "Pamiętnik" do paczek, które rozwiezione zostaną do świętokrzyskich gimnazjów. 1 września uczniowie, rówieśnicy Dawida Rubinowicza, otrzymają po egzemplarzu. - Bardzo popieram taką akcję, nie tylko dlatego, że sprawa dotyczy Bodzentyna - mówi Elżbieta Biskup, dyrektorka Gimnazjum im. mjr. Jana Piwnika "Ponurego" w Bodzentynie. - Tą książkę powinniśmy wykorzystać, by pokazać uczniom, do czego prowadzi nietolerancja. Moja znajoma mieszka w RPA i powiedziała mi, że tam pamiętnik Rubinowicza jest obowiązkową lekturą szkolną. Znany jest w wielu krajach. Teraz czas na Polskę.
