Wkopaliśmy się
2011-02-24
Nie od razu się przyznał. O tym, że ma w głowie nietypowy dom, powiedział mi, dopiero kiedy byliśmy małżeństwem - rozmowa z Krystyną i Zdzisławem Bolanowskimi
Fot. Tomasz Stańczak
Fragment południowo-zachodni w przyszłości porośnie bluszczem i całkowicie wtopi się w otoczenie
+ więcej zdjęć
Krystyna Bolanowska, 55 lat, jest emerytowaną polonistką. Zdzisław Bolanowski, 69 lat, jest plastykiem i architektem wnętrz. W Brzeziu pod Bełchatowem zaprojektował ziemiankę - 220-metrowy obiekt z częścią do mieszkania, gospodarczą i garażami. Swoją trzyhektarową działkę nazwali Bolanowo.
Co też wam przyszło do głowy?
Krystyna Ziemiankę wymyślił mój mąż. Poznaliśmy się w 1997 roku przez kuzynkę mojej bratowej, która w Gdańsku prowadziła biuro matrymonialne. Mieliśmy już za sobą poprzednie związki. Bolan był już wtedy owładnięty obsesją budowy podziemnego królestwa. I dopiął swego. Nasz dom mieści się wewnątrz skarpy położonej w gęstym lesie. Wkopaliśmy się w nią. Z górki wystaje jedynie fragment południowo-zachodniej ściany, ale wkrótce porośnie bluszczem i będą widoczne tylko same okna. Domu prawie nie widać, na dachu rosną krzewy i spacerują sarny.
Dlaczego postanowiliście tak się zamaskować? To ucieczka przed światem? Bunt? Nie jesteście czasem na takie pomysły za starzy?
Zdzisław Jest taka kategoria ludzi, którzy zawsze są zbuntowani. Ja zbuntowałem się przeciwko architekturze, która się wywyższa. Według niej budynek wtedy jest ciekawy, kiedy 'wycina się' ze środowiska. Im bardziej czerwony dach, tym lepszy. Bo go z daleka widać.
Jak pana pomysł przyjęła przyszła żona
K. Nie od razu się przyznał. O tym, że ma w głowie nietypowy dom, powiedział mi, dopiero kiedy byliśmy małżeństwem. Rozmowy na ten temat były, i to poważne. No bo po co taki dom? Przecież wystarczy prosty, typu kanadyjczyk. Ale Zdzichu się uparł. Nie chciał nigdy niczego, co już wcześniej było wymyślone.
Ale ziemianki już były! Zamieszkiwały je plemiona słowiańskie i germańskie. Wasz dom kojarzy się też z trendem ekologicznym, jaki pojawił się w Stanach Zjednoczonych w latach 60. XX w.
Z. Nasza ziemianka tym się różni od plemiennej czy propagowanej w USA przez hipisów, że łączy w sobie dwie sprzeczne idee. Z jednej strony pragnienie ucieczki i prowadzenie jaskiniowego życia, z drugiej - dążenie do luksusu. W ziemi ukryliśmy nowoczesny budynek z lampami LED w środku, z pompą cieplną, rekuperatorem powietrza. Jest domem ekologicznym i w założeniu ekonomicznym. Drogie instalacje zwrócą się w przyszłości. Przepadam za wygodami. Żyjemy w czasach konsumpcyjnych. Każdy czerpie z życia, ile się da. Dla mnie z tego życia zawsze najważniejsze było mieszkanie. Wybudowaliśmy niezwykły dom dla zwykłych ludzi. Niezwykły, bo podziemny. Dla zwykłych ludzi, gdyż za tę samą cenę można wybudować na powierzchni dom o porównywalnym komforcie.
Tolkienowscy hobbici czuli się szczęśliwi w swoich domkach i też stawiali na wygodę. Simon Dale zainspirowany atmosferą książek Tolkiena stworzył w walijskim lesie baśniową konstrukcję.
Z. Nasz dom mógłby być faktycznie takim bardziej rozbudowanym domkiem z Tolkiena - skrytym całkiem w ziemi. Ale technologia budowy musiałaby być droższa. Trzeba by było budować na siatce stalowej natryskiwanej cementem. Izolacja takiego lokum byłaby trudna. Można też było zastosować schemat polskiego dworu. Z wjazdem z jednej strony, a wyjazdem na stronę ogrodu. Powstałby przejazd w środku górki. Ale działka z jednej strony jest za wąska na takie przedsięwzięcie. Pomysł po konsultacji z moim bratankiem Tomaszem, który jest architektem, upadł. Trzeba było koncepcję uprościć.
Były jakieś inne kompromisy?
K. Bałam się otwartej przestrzeni wokół domu. Jest nieprzytulnie, jak wiatr się rozhula. Zdzichu lubił patrzeć daleko, aż do horyzontu. Stanęło na moim. Chciałam mieć dom otulony lasem. Siedzieć w nim jak w kokonie. W sumie to chyba nauczyliśmy się chcieć tego samego. Zmienialiśmy sposób patrzenia na rzeczywistość. Skoro ja zgodziłam się zamieszkać z nim pod ziemią, to on zaakceptował gęsty las. Ważne, że na działce jest staw. Zrobiliśmy sztuczny strumyk. Wspina się i opada. Dotlenia ryby, a nam sprawia przyjemność. Bez wody bym się nie zgodziła. Płynie jak życie. Uspokaja.
Bez czego wasz dom nie mógłby jeszcze istnieć?
K. Bez kamieni węgielnych. Zdzichu pochodzi ze Lwowa. Brat przywiózł dla niego kamień z miejsca urodzenia. Rodzinnego domu Bolana już nie ma. Lwowski kamień został zatopiony w fundamentach. Jest w słoiku obok buteleczki z tekstem: 'Po kilkudziesięciu latach wędrówki po świecie buduję dom moich marzeń, w którym chcę osiąść na stałe. Niech ten pochodzący ze Lwowa - miejsca mojego urodzenia - kamień, zamurowany w jego fundamentach, będzie klamrą spinającą mój los'. Drugi kamień wydobyliśmy z piasku na terenie budowy. Najpierw zawisł kilkanaście metrów nad ziemią, na starym, rozłożystym dębie. Strzegł budowy. Potem umieściliśmy go w specjalnej wnęce w murze. Ale wcześniej kamień został poświęcony w kościele parafialnym w Wadlewie.
?
K. To takie dziwne? Przecież o nas powiedział pani właśnie nasz proboszcz - ksiądz Jarosław Burski.
Nie słyszałam o takiej praktyce.
Z. Dom to świętość. Zawieźliśmy więc kamień do kościoła. Ksiądz położył go na ołtarzu, a pod koniec mszy poświęcił. Pobłogosławił też potem nasze fundamenty. Proboszcz to nam się naprawdę udał. Jestem bardzo wrażliwy na jakość katolicyzmu. Czuję się dzieckiem Soboru Watykańskiego II.
Być może wasz dom to katakumby. Wracacie do początków chrześcijaństwa
1
2
następne »
Co też wam przyszło do głowy?
Krystyna Ziemiankę wymyślił mój mąż. Poznaliśmy się w 1997 roku przez kuzynkę mojej bratowej, która w Gdańsku prowadziła biuro matrymonialne. Mieliśmy już za sobą poprzednie związki. Bolan był już wtedy owładnięty obsesją budowy podziemnego królestwa. I dopiął swego. Nasz dom mieści się wewnątrz skarpy położonej w gęstym lesie. Wkopaliśmy się w nią. Z górki wystaje jedynie fragment południowo-zachodniej ściany, ale wkrótce porośnie bluszczem i będą widoczne tylko same okna. Domu prawie nie widać, na dachu rosną krzewy i spacerują sarny.
Dlaczego postanowiliście tak się zamaskować? To ucieczka przed światem? Bunt? Nie jesteście czasem na takie pomysły za starzy?
Zdzisław Jest taka kategoria ludzi, którzy zawsze są zbuntowani. Ja zbuntowałem się przeciwko architekturze, która się wywyższa. Według niej budynek wtedy jest ciekawy, kiedy 'wycina się' ze środowiska. Im bardziej czerwony dach, tym lepszy. Bo go z daleka widać.
Jak pana pomysł przyjęła przyszła żona
K. Nie od razu się przyznał. O tym, że ma w głowie nietypowy dom, powiedział mi, dopiero kiedy byliśmy małżeństwem. Rozmowy na ten temat były, i to poważne. No bo po co taki dom? Przecież wystarczy prosty, typu kanadyjczyk. Ale Zdzichu się uparł. Nie chciał nigdy niczego, co już wcześniej było wymyślone.
Ale ziemianki już były! Zamieszkiwały je plemiona słowiańskie i germańskie. Wasz dom kojarzy się też z trendem ekologicznym, jaki pojawił się w Stanach Zjednoczonych w latach 60. XX w.
Z. Nasza ziemianka tym się różni od plemiennej czy propagowanej w USA przez hipisów, że łączy w sobie dwie sprzeczne idee. Z jednej strony pragnienie ucieczki i prowadzenie jaskiniowego życia, z drugiej - dążenie do luksusu. W ziemi ukryliśmy nowoczesny budynek z lampami LED w środku, z pompą cieplną, rekuperatorem powietrza. Jest domem ekologicznym i w założeniu ekonomicznym. Drogie instalacje zwrócą się w przyszłości. Przepadam za wygodami. Żyjemy w czasach konsumpcyjnych. Każdy czerpie z życia, ile się da. Dla mnie z tego życia zawsze najważniejsze było mieszkanie. Wybudowaliśmy niezwykły dom dla zwykłych ludzi. Niezwykły, bo podziemny. Dla zwykłych ludzi, gdyż za tę samą cenę można wybudować na powierzchni dom o porównywalnym komforcie.
Tolkienowscy hobbici czuli się szczęśliwi w swoich domkach i też stawiali na wygodę. Simon Dale zainspirowany atmosferą książek Tolkiena stworzył w walijskim lesie baśniową konstrukcję.
Z. Nasz dom mógłby być faktycznie takim bardziej rozbudowanym domkiem z Tolkiena - skrytym całkiem w ziemi. Ale technologia budowy musiałaby być droższa. Trzeba by było budować na siatce stalowej natryskiwanej cementem. Izolacja takiego lokum byłaby trudna. Można też było zastosować schemat polskiego dworu. Z wjazdem z jednej strony, a wyjazdem na stronę ogrodu. Powstałby przejazd w środku górki. Ale działka z jednej strony jest za wąska na takie przedsięwzięcie. Pomysł po konsultacji z moim bratankiem Tomaszem, który jest architektem, upadł. Trzeba było koncepcję uprościć.
Były jakieś inne kompromisy?
K. Bałam się otwartej przestrzeni wokół domu. Jest nieprzytulnie, jak wiatr się rozhula. Zdzichu lubił patrzeć daleko, aż do horyzontu. Stanęło na moim. Chciałam mieć dom otulony lasem. Siedzieć w nim jak w kokonie. W sumie to chyba nauczyliśmy się chcieć tego samego. Zmienialiśmy sposób patrzenia na rzeczywistość. Skoro ja zgodziłam się zamieszkać z nim pod ziemią, to on zaakceptował gęsty las. Ważne, że na działce jest staw. Zrobiliśmy sztuczny strumyk. Wspina się i opada. Dotlenia ryby, a nam sprawia przyjemność. Bez wody bym się nie zgodziła. Płynie jak życie. Uspokaja.
Bez czego wasz dom nie mógłby jeszcze istnieć?
K. Bez kamieni węgielnych. Zdzichu pochodzi ze Lwowa. Brat przywiózł dla niego kamień z miejsca urodzenia. Rodzinnego domu Bolana już nie ma. Lwowski kamień został zatopiony w fundamentach. Jest w słoiku obok buteleczki z tekstem: 'Po kilkudziesięciu latach wędrówki po świecie buduję dom moich marzeń, w którym chcę osiąść na stałe. Niech ten pochodzący ze Lwowa - miejsca mojego urodzenia - kamień, zamurowany w jego fundamentach, będzie klamrą spinającą mój los'. Drugi kamień wydobyliśmy z piasku na terenie budowy. Najpierw zawisł kilkanaście metrów nad ziemią, na starym, rozłożystym dębie. Strzegł budowy. Potem umieściliśmy go w specjalnej wnęce w murze. Ale wcześniej kamień został poświęcony w kościele parafialnym w Wadlewie.
?
K. To takie dziwne? Przecież o nas powiedział pani właśnie nasz proboszcz - ksiądz Jarosław Burski.
Nie słyszałam o takiej praktyce.
Z. Dom to świętość. Zawieźliśmy więc kamień do kościoła. Ksiądz położył go na ołtarzu, a pod koniec mszy poświęcił. Pobłogosławił też potem nasze fundamenty. Proboszcz to nam się naprawdę udał. Jestem bardzo wrażliwy na jakość katolicyzmu. Czuję się dzieckiem Soboru Watykańskiego II.
Być może wasz dom to katakumby. Wracacie do początków chrześcijaństwa
Udostępnij link: Facebook
