Kraj > 

Rodzice piszą listy. Premierze, co z sześciolatkiem?

Olga Szpunar

2011-11-15

Jestem mamą pięciolatka. Jestem zmęczona czekaniem, aż rząd podejmie wreszcie decyzje co do jego przyszłości. Jestem zła, że do dziś nie wiem, czy szukać mu szkoły, czy przygotowywać na kolejny rok w przedszkolu. Jestem wkurzona jak tysiące rodziców piszących w tej sprawie listy do premiera

Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta

W drodze do szkoły
+ zobacz powiększenie

"Panie premierze! Mija kolejny tydzień od wyborów. Tak, zagłosowałam na PO. Do ostatniej chwili nie byłam przekonana, chociaż w poprzednich wyborach stałam za Panem murem. Tym razem, niestety, bardzo od Pana wizji Polski odsunęła mnie minister Hall i jej reforma edukacji. Ma dotknąć mojego syna (rocznik 2006), a nic bardziej mnie nie interesuje niż jego przyszłość. Tuż przed wyborami powiedział Pan, że odroczy obowiązek szkolny o rok. Pomyślałam wtedy, że po wygranej przyjrzy się Pan uważnie warunkom, jakie panują w szkołach, że nowy minister edukacji solidnie, obiektywnie oceni, czy szkoły i nauczyciele są gotowi na przyjęcie podwójnych roczników. Miałam ogromną nadzieję, że Pana słowa nie są przedwyborczą kiełbasą.(...) Tymczasem do tej pory nie wiem, czy nasze dzieci będą miały jeszcze rok na przygotowanie się do szkoły (...), czy już mamy je tam zapisywać? Co z kolejnymi rocznikami? Bardzo proszę o pilne wypowiedzenie się w tej kwestii". Oto fragment listu matki zamieszczony na internetowej stronie "Ratuj Maluchy" - stowarzyszenia walczącego z reformą posyłającą sześciolatki obowiązkowo do szkół.

Wszystkie miały siąść w ławkach we wrześniu 2012, ale cztery dni przed wyborami Ministerstwo Edukacji wydało oświadczenie, w którym zaproponowało, by odroczyć ten obowiązek o rok. Nad propozycją ma debatować nowy parlament.

Kiedy to się stanie? To pytanie wisi w przedszkolnych szatniach, wiruje na placach zabaw. Zirytowanie niepewnością co do losu swoich dzieci jest tematem numer jeden towarzyskich spotkań przy piwie rodziców pięciolatków.

Myślę: jeśli w 2013 roku sześciolatki będą musiały obowiązkowo pójść do szkoły, wyślę tam swoje dziecko (rocznik 2006) rok wcześniej. Dzięki temu uniknie tłoku. Ten w 2013 roku w szkołach będzie na pewno, bo w pierwszych klasach w ławkach zasiądą wszystkie sześciolatki razem z siedmiolatkami, których rodzice nie zdecydowali się wysłać rok wcześniej do szkoły.

Myślę: skoro resort edukacji już raz wycofał się z pomysłu posłania sześciolatków do szkół w 2012 roku, jaką mam gwarancję, że w 2013 roku każe obowiązkowo maszerować tam wszystkim? Co prawda w 2013 nie będzie wyborów, ale mogą być za to być zmasowane rodzicielskie protesty. Pod akcją przeciwstawiającą się posyłaniu dzieci rok wcześniej do szkół podpisało się przecież ok. 350 tys. osób. Nie mam stuprocentowej pewności, że nowy parlament, kierując się ich uwagami, nie przesunie reformy o kolejnych kilka lat. A jeśli tak, to czy jest sens zapisywać dziecko rok wcześniej do szkoły?

Myślę: jeśli obowiązek nauki sześciolatków w 2012 roku nie zostanie odroczony, na "tsunami" pierwszaków w szkołach trafi moje dziecko. Będzie się tłoczyć w przepełnionych klasach, potem bić z dwa razy większą niż zazwyczaj konkurencją o miejsce w dobrym gimnazjum, liceum, wreszcie na studiach. Będzie miało pod górkę od początku nauki. Jedyne, co mogę zrobić w takiej sytuacji, to poszukać mu przyjaznej szkoły. Najlepiej małej.

Może prywatna? Te lada moment rozpoczynają nabór. Przeprowadzają rozmowy kwalifikacyjne, podczas których "egzaminują" i dziecko, i rodziców. Po co narażać syna na taki stres, skoro nie wiem, czy to konieczne?

Niedługo ruszą zapisy do państwowych podstawówek. Biegać na dni otwarte? Oglądać sale lekcyjne, łazienki, szatnie, stołówkę? Ponieważ nie wiem, jak będzie wyglądała znowelizowana ustawa posyłająca sześciolatki do szkół, nie umiem podjąć ostatecznej decyzji, czy mój syn pójdzie już tam we wrześniu.

Rzecznik resortu edukacji poradził mi ostatnio: nie patrzeć na przepisy, tylko na umiejętności dziecka. Jeśli dojrzało, by iść do pierwszej klasy, żadne ustawy nie powinny mieć wpływu na moją decyzję w tej sprawie.

Tyle że bez rządowej ustawy określającej termin obowiązkowego pójścia sześciolatków do pierwszych klas do podźwignięcia tego zadania nie dojrzeją wszystkie szkoły i samorządy. Gminy już rezygnują z budowania placów zabaw dla najmłodszych, bo rząd odroczył reformę o rok. Sześciolatki, które już są w szkołach, nie lubią się huśtać? Nauczyciele zapominają, że w klasach prócz siedmiolatków mają do czynienia z rok młodszymi dziećmi: zadają na potęgę, wymagają skupienia, którego maluchy nie są w stanie osiągnąć.

Do kancelarii premiera Donalda Tuska wpłynęło ponad tysiąc listów od rodziców, którzy domagają się, by rząd jak najszybciej uregulował kwestie obowiązkowej nauki sześciolatków.

Panie premierze - apeluje rodzic podpisany inicjałami BK, "prezydencja prezydencją - skończy się niebawem, a my, rodzice dzieci z 2006 roku, ciągle nie wiemy, na czym stoimy! Czas nam to wyjaśnić". Podpisuję się pod tym obydwoma rękami.

Najnowsze wiadomości